Brzezinki pod wodą Drukuj Email
Roztopy spowodowały, że w samym środku Brzezinek (gmina Wałcz) postała wielka kałuża, a woda zaczęła podchodzić pod domy. Uczniowie nie pojechali do szkoły, bo autobus nie wjechał w kałużę. Jak mówią mieszkańcy sytuacja taka zdarza się już nie pierwszy raz. Leżymy na kocu świata i już chyba wszyscy o nas zapomnieli – mówią. I wcale nie chodzi tutaj tylko o tę wielką kałużę...

Środek wsi, gdzie znajduje się przystanek autobusowy leży nieco niżej niż reszta budynków. Teren nie jest odwodniony i cała woda spływa na drogę. I tam już zostaje...
Wielka kałuża powstała w weekend. Kilkadziesiąt metrów głębokiej wody, po kolana, przez która trudno przejść nie mocząc ubrań i do której lepiej nie wjeżdżać samochodem. Po jednej stronie zalanej drogi jest ogrodzony siatką teren prywatny, po drugiej sięgające po kolana błoto, też zresztą prywatne, należące do właściciela chlewni. Czyli - przejścia przez „wielką wodę” brak...
    W sobotnie przedpołudnie do Brzezinek przyjechał beczkowóz, wywiózł pięć beczek wody. Wieczorem woda już stała powrotem i zaczęła podchodzić pod najbliżej leżące domy.
Taka sytuacja zdarzyła się po raz drugi. Zdaniem mieszkańców do spowodowania kałuży przyczynił się właściciel chlewni.
    - Pierwszy raz mieliśmy taką powódź jesienią. Kiedyś na poboczu był rów i ta woda z drogi odpływała do stawu, ale właścicielowi chlewni to się nie spodobało i zrobił nasyp. Woda nie miała gdzie spływać i stała na drodze, a my nie mieliśmy jak przejść – opowiadają.     – Teraz przyszły roztopy i sytuacja się powtórzyła, ale teraz woda zaczęła wylewać się dalej na drogę i podchodzić aż pod nasze domy.
Ponieważ droga biegnąca przez wieś też do równych nie należy lepiej nie ryzykować wjazdu samochodem osobowym.
    - W poniedziałek ktoś próbował przejechać kałużę. Samochód zgasł na środku i nie chciał ruszyć. Kierowca musiał brnąc przez tę wodę. Zawołaliśmy chłopaków i wspólnie wypchnęliśmy samochód z wody, ale „na brzegu” odpalić już nie chciał – mówią.
    Pech chce, że przystanek autobusowy znajduje się „za wodą” i mieszkańcy nie mają jak do niego przejść.
    - W poniedziałek autobus szkolny przejechał przez kałużę i zabrał dzieci do szkoły, ale powiedział, że jutro już nie wjedzie. Ale autobus jadący do Wałcza nie wjechał, więc dzieci nie pojechały do szkoły – mówią mieszkańcy. – Teraz, aby dzieciaki mogły pojechać do szkoły to mają wybór, albo przejść przez wodę albo przez to wielkie błoto, narażając się na nieprzyjemności. A jak pani to sobie wyobraża, potem siedem godzin w szkole w mokrych czy ubłoconych ubraniach? Tak nie może być!
***
    W wyżej położonej części wsi zrobione jest odwodnienie, żeby jak najmniejsza ilość wody spływała na środek wsi. To rozwiązanie funkcjonowało do minionej jesieni.
    - Jest przygotowany projekt odwodnienia reszty wsi i to zrobimy w najbliższym czasie, wykonany jest także projekt przebudowy całej drogi od Brzezinek do drogi powiatowej – mówi kierownik referatu ochrony środowiska, rolnictwa, planowania przestrzennego i gospodarki komunalnej Urzędu Gminy Wałcz Szczepan Kabatek i przyznaje – Wyraźnie widać, że do tej sytuacji przyczynił się właściciel chlewni, który usypał wał argumentując to tym, że naturalnie spływająca woda zalewała mu chlewnie. Wykonamy odwodnienie tej części wsi i będzie po sprawie. Problem tej wody zniknie w ciągu kilku dni – zapewnia.
***
    Miejsce wykonania odwodnienia w czwartek oglądali projektant i meliorant. Poczynaniami gminy zainteresował się też właściciel chlewni.
    - Mężczyzna dał do zrozumienia, że nie podoba mu się to, że chcemy wykonać odwodnienie wsi – mówi Szczepan Kabatek. – Projektant dzwonił do nas, ze mężczyzna próbował interweniować. Powiedziałem projektantowi, że ma się nie przejmować i robić swoje, my pracujemy na naszym terenie i wykonamy to odwodnienie.
***
    Okazuje się, że woda na środku wsi to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Konflikt pomiędzy mieszkańcami Brzezinek a właścicielem chlewni trwa już kilka lat.
    - Kiedyś było tu spokojnie. Jego teren jest nieogrodzony i jak ktoś niechcący wejdzie, to krzyczy, wyzywa. Kilka metrów od domu, na terenie tego pana jest otwarte szambo, nie jest ogrodzone – ot, dziura w ziemi. Gdy zrobi się cieplej i dzieci zaczną biegać po łące może dojść do tragedii. Już teraz strach wypuścić dzieciaki z domu – opowiadają mieszkańcy.
    - Tutaj zawsze był PGR, hodowaliśmy mnóstwo zwierząt: krowy, świnie – dodają starsi mieszkańcy. – Ale nigdy nie było takiego bałaganu, takiego smrodu. Wszędzie obowiązują jakieś wymogi unijne, ale do Brzezinek to unia chyba nie dotarła – żartują.
***
    Konflikt pomiędzy mieszkańcami Brzezinek a właścicielem chlewni będzie miała swój finał w sądzie. Rozprawa odbędzie się pod koniec marca.
    - Nie pozwolę, żeby wyzywał nas od najgorszych – mówi jedna z mieszkanek.
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »